02.03.2009 :: 19:36 |
Link |
Komentuj (2)No i stało się - przenoszę się.
01.03.2009 :: 18:39 |
Link |
Komentuj (0)Mam chwilami dość studiów. Miałam chęci, żeby się w weekend uczyć, ale się wkurzyłam. Nie mam zaliczenia z jednego przedmiotu, który jest kluczowy. No i lipa jedna wielka. Odechciało mi się wszystkiego. Tyle starań przez ostatnie 2 miesiące na marne? Po to na zmianę się uczyłam, śpiewałam, jeździłam na uczelnię i próby, ograniczyłam rzeczy niepotrzebne do minimum, żeby teraz pożegnać się z tym wszystkim? Za wiele wysiłku. Wiem, że życie nie jest sprawiedliwe, ale ta sytuacja kłóci się z moim poglądem na moje nieskończone możliwości i nieskończoną wiarę w siebie.
Rozczarowanie przez duże RRRR! Może jeszcze coś będzie się dało zrobić. Ale straciłam całą motywację jaką miałam jeszcze w piątek. "Nie można tak traktować studentów, bo mogliby pomyśleć, że jesteśmy tu dla nich" jak to powiedział dziekan w filmie "Chłopaki nie płaczą". Dokładnie te słowa stosują na wszystkich uczelniach.
Zaczęłam się dziś zastanawiać nad moim życiem i jego sensem. Dowiedziałam się ostatnio, że 'nie jestem już taka młoda'. Tylko się pociąć. Oraz, że mam za duże nadzieje i wiarę, że ostro się przejadę na tym. Nie, że mogę, ale że na pewno tak się stanie. Niech dalej mi wmawia i podcina skrzydła, to na pewno nie zacznę latać.
Ktoś kiedyś mądrze powiedział, że uczymy nasze dzieci, ale nie chcemy by były lepsze od nas. Bo to osłabia naszą pozycję i pokazuje, że byliśmy w stanie zrobić więcej. Ktoś też kiedyś powiedział, że jedynym obowiązkiem człowieka jest być szczęśliwym. Jedynym może nie, ale najważniejszym. A przeciętny człowiek nie wie co jest dla niego szczęściem, bo się nad tym nie zastanawia. A ja się zastanawiam i często zmieniam priorytety, bo często po prostu się mylę. Nie lubię błędów, ale jestem ich w pełni świadoma i to właśnie daje mi siłę jakiej innym brakuje.
Czasem brakuje mi pokory. Nie lubię krytyki. Chociaż często jej słucham i staram się dostrzec czy pochodzi z zawiści, czy raczej z chęci pomocy. Nauczyłam się być krytykowana, co nie zmienia faktu, że skóra mi cierpnie na grzbiecie jak słyszę o sobie złe słowa.
Mam chyba za dużo czasu ostatnio na myślenie. Nie takiego typowego czasu wolnego, tylko takiego podczas jazdy samochodem, autobusem, idąc gdzieś itd. gdzie myśli są jedyną możliwą czynnością. Zastanawiam się nad moją naturą, czy jestem dobra czy zła. Wmówiono mi, że każdy człowiek ma w sobie dobro i zło. Ale dlaczego niektórzy są w stanie schować swoją moralność głęboko do środka i zupełnie się nie przejąć tym co robią? A ja zawsze mam opory przed wszystkim co nieuczciwe. Jestem zwykle zyt szczera, ale tego zmienić nie umiem. Czasem się powstrzymuję przed tym co chcę powiedzieć, bo nie zawsze jest dobrze odkrywać swoje karty przed czasem. A bywa też, że wiem, że moje słowa kogoś zbytnio zranią. Albo, że się ich nie spodziewa, a nagła świadomość mu w niczym nie pomoże.
Jestem ze sobą szczera, a tego wielu osobom brakuje. Wiem, kiedy przesadzam. Kiedy robię coś głupiego. Wiem czego powinnam żałować. Wiem kiedy należy przestać. Czasem zagłuszam tą świadomość, czasem sama się wyłącza. Ale potem i tak wraca. Wiem co należy zmienić. Wiem, że mimo mojej wielkiej mocy, dalej popełniam błędy. Ale codziennie trzeba dążyć do doskonałości. Pierwszy krok to zdać sobie sprawę, że jeszcze jej nie osiągnęliśmy. Drugi to zauważyć jak wiele jesteśmy w stanie zrobić. Trzeci działać. Czwarty zdać sobie sprawę, że nigdy nie osiągniemy doskonałości w każdym wymiarze życia. Inaczej czeka nas rozczarowanie.
Kocham śpiewanie - muzyka zrodziła się w mojej duszy w sposób najsilniejszy, nie dając już więcej bez niej żyć, w okolicach 15 roku życia. Wiem, że od zawsze była. Zawsze śpiewałam. Nawet mając 4 lata. Pamiętam wtedy jakieś własne melodie mi już chodziły po głowie. Coś tam sobie bzdurnego pod nosem śpiewałam. A potem coś się urwało. Mając 13 lat zostałam zmuszona do śpiewania na muzyce w szkole i to była porażka. Fałszowałam jak nie wiem co. A teraz? Mam za sobą koncert, kilka miesięcy śpiewania w zespole, śpiewanie na karaoke, śpiewanie na plantach (o 1 w nocy chyba) :P, śpiewanie na wszelakiej maści imprezach u co lepiej znanych znajomych. Muzyka jest wszystkim. Ale - wiem wiem, nie może zająć całego mojego życia. Nie jestem aż tak zapatrzona w swoje możliwości, by zdać się tylko na nią.
Mam do napisania maila, którego pisać nie chcę. Zwlekam z nim 2 tygodnie. Mogę nie odpisać, jasne. Ale wtedy to nigdy się nie skończy. Wiem, że on będzie pisał. Częściej lub rzadziej, ale i tak będzie. Nie wiem po co. Nie rozumiem. A on nie rozumie, że się zmieniłam, że przez te półtorej roku zmieniłam się zupełnie.
Tak, jestem szczęśliwą osobą!
25.02.2009 :: 10:35 |
Link |
Komentuj (1)Z racji tej, że czasu dalej brak, napiszę tylko parę najważniejszych rzeczy.
23 lutego - skończyłam 20 i pół roku. Niby to nie bardzo ważna data, ale cofnęłam się o te pół roku myślami i.. cholera, to naprawde było nietrywialne 6 miesięcy. I jak wiele zdołałam zrobić przez ten czas. W zasadzie popełniłam pewnie na nowo milion błędów - ale innych niż wcześniej, co znaczy, że na poprzednich się uczę, a nowych rzeczy robić się nie boję (przynajmniej tak bardzo).
Pół roku temu postanowiłam wreszcie, że z tym moim śpiewaniem trzeba coś zrobić. No i powiedzmy sobie, udało się. Efekty pół roku pracy i tak są dosyć zaskakujące. Jest dobrze. Znaczy, że może być jeszcze lepiej.
W ciągu tych 6 miesięcy - zorganizowałam wieczór panieński, 'zaliczyłam' dwa wesela. Poznałam mnóstwo nowych ludzi. Świat zaczął się kręcić coraz szybciej. Przekonałam się też, że czasem przesadzam i nie daję rady, jak również, że zdarzają się chwile kiedy mój podły charakter życia mi nie ułatwia.
Przez te 6 miesięcy, miałam kilka związków, które nauczyły mnie bardzo dużo. 6 miesięcy temu byłam sama i teraz też jestem. Więc wróciłam do punktu wyjścia, z tym, że po drodze dostałam lekcję od życia. Mam nadzieję, że jestem mądrzejsza.
Przez 6 miesięcy nie udało mi się zrobić miliona spraw. Nie przeczytałam książek, które miałam zamiar, nie wyszłam bogato za mąż, nie nauczyłam się rzeczy, które zawsze odkładałam na później, bo nikt mnie do nich nie zmuszał.
Przez 6 miesięcy byłam bardzo szczęśliwą osobą, mimo wszystkiego złego co w tym czasie się stało. A jeśli miałabym coś zmienić (a pewnie trochę by tego wyszło) to wróciłabym do dnia 13 lutego, bo był wyjątkowy i zadecydował o zakończeniu kilku spraw a także o rozpoczęciu nowych.
13 lutego, był to piątek, napisałam koszmarnie egzamin. Nie wiem nawet jak mi się udało go napisać, aż tak źle, bo parę rzeczy umiałam a nie napisałam. Kwestia braku woli walki. Po drugie spotkałam się z pewną osobą, co wpłynęło decydująco na moje przemyślenia życiowe, bo jest ona wybitnie złym przykładem. Na wszystko :P Ale zmierzając ku wieczorowi, nieświadomie niczego siedziałam sobie w mieszkaniu. Było zimno, więc po owym spotkaniu wróciłam do domu i nie wychylałam nosa. A to był błąd. W ów wieczór zespół, w którym kiedyś miałam śpiewać, miał koncert. Nie mam pretensji o to, że wybrali inną, ale o całą ówczesną sytuację i ile nerwów mnie to kosztowało. I - jeśli mam być szczera sama ze sobą, nie byłam chyba wtedy gotowa z nimi śpiewać. To też ciekawe, ile od czasu tamtej pamiętnej próby, się nauczyłam. I jestem z siebie dumna.
Miało być krótko, wyszło jak zwykle.
21.02.2009 :: 23:27 |
Link |
Komentuj (1)Kocham moje życie, kurcze, nie nie umiem się zdołować i narzekać jak kiedyś. Coś się skończyło. Wspaniale jest być mną i doceniać wartość tego co się ma. Nawet jeśli narzekam ostatnio, trochę z przemęczenia, to i tak czuję, że to jest nie to co było. Nie jest źle. Jak już się wynarzekam to jest koniec i już pozostaje sama pozytywna energia. To jest wspaniałe.
A teraz nie umiem wyłączyć muzyki i iść spać. Nie mogę po prostu. Albo się chociaż uczyć. A przy muzyce nie umiem. Zyt emocjonalnie ją traktuję. Podziwiam kogoś kto może przy muzyce uczyć. Mi mogą nawet za ścianą wiercić i mogę się uczyć, ale muzyka absolutnie mi odbiera władze umysłowe i sprowadza mnie w świat dźwięków, gdzie nic innego nie ma.
Szkoda mi tylko, że dzisiejszy dzień nie spełnił moich oczekiwań efektywności naukowych. Nachodzą mnie różne refleksje, ale to bardzo pozytywnie myśleć o życiu. Bo nadchodzą nowe decyzje, nowe sprawy. Strasznie dużo jest do uporządkowania spraw, bo w ciągu ostatnich dwóch miesięcy się nagromadziło wystarczająco dużo rzeczy, których nie byłam w stanie skończyć.
I wiem, że jeśli z czegoś zrezygnuję, od czegoś odejdę, coś skończę, szybko zapełnię tę lukę wszystkimi nowymi pomysłami. Życie i tak wydaje mi się niesamowicie krótkie na wszystkie te moje pomysły.
Nic nie trwa wiecznie. No ok, za dużo tego myślenia może. Ech, chyba czas pogodzić się z przeszłością, odpisać, oddzwonić, powiedzieć żegnaj. Na zawsze.
20.02.2009 :: 21:13 |
Link |
Komentuj (1)W tym tygodniu stałam się rasowym informatykiem (spokojnie, myłam się). Wszystkie niemal działania były wysoce efektywne i zorganizowane. Aż do dziś.
Nawet nie mówię już jak rano się denerwowałam. Nawet tak bez konkretnego celu. Wszystkim do kupy, tym, że ten dzień jest tak długi. No i poszło. Z dupy lekcje, z dupy zajęcia, wszędzie praktycznie spóźniona, wszystko jakieś takie nie do końca.
Chyba po prostu potrzebuję przerwy. A tu nie ma mowy. Ten tydzień będzie jeszcze gorszy. A im więcej sobie odpuszczę, tym skutki poczuję z większą (conajmniej zdwojoną, nie nie nie, wykładniczo zwiększoną) siłą. Chciałabym, żeby zaczął się już marzec. Utopić się w morzu alkoholu. Wszelkie obowiązki ograniczyć do studiów i przeżycia. Ale ile będzie mnie to cieszyć? Tydzień? 2? Nie jestem z tych co lubią nic nierobienie. Nie, nie lubię 'słodkiego lenistwa'. Zajebiście lubię kiedy się coś dzieje. Tylko... Czasem nie daję rady.
Poza tym prawie się rozpłakałam w sklepie mierząc sukienkę. Niby się dowartościowałam, że się mieszczę w 34, ale co mi z tego. Cały świat jest jakiś okropny. Ale wkurza mnie to, że teraz mi się taki humor uczepił. Tak, potrzebuję chociaż dziś wieczór odpocząć. Nie mam czasu na rozczulanie się nad sobą.
Jeszcze na domiar całokształtu spotkałam dziś osobę, której bym spotkać nie chciała. No cóż, to pewnie nieuniknione prędzej czy później, ale dzisiejsze spotkanie było zaskakujące. Uciekłam jak najszybciej, bo naprawdę nie ma już nic do powiedzenia... Choćby z tego powodu, warto docenić obecny trwający i radosny stan wolny. Mimo, że czasem brakuje mi tego co było, to biorąc pod uwagę jak większość historii się kończyła - nie warto zaczynać następnej. No, zabawnie jest. Nie ma co.
14.02.2009 :: 17:27 |
Link |
Komentuj (2)Hm, po działaniu w kilku innych miejscach sieci oraz rozgoszczeniu się na wordpressie patrzę na ownlog i żałość bierze. Na stronie głównej obiecują zmiany (btw uważają też, że obecnie rok mamy 2007 - patrz stopka). Więc poczekam i zobaczę. Ale chyba czas poszukać lepszego miejsca na stałe. Z tym, że z ownlogiem wiąże się sentyment.
Rodzimy się, by generować content jak to ktoś ładnie powiedział. Ja wyprodukowałam go tu wiele, cyklicznie w miare kasując co nie pasowało.
Ok. Obiecałam sobie dziś jeszcze coś innego podziałać. Co za paskudny weekend. Chce mi się coś robić to pogoda niweczy moje plany.
14.02.2009 :: 14:25 |
Link |
Komentuj (0)Nie mogę się powstrzymać:
G:Torba absolutnie nijaka. Bez żadnego wyrazu ginie w tłumie toreb. Może prezentowałaby się lepiej, gdyby większa jej częśc była pokryta srebrnym ornamentem.
X:nijaka to jestes ty i twoje małomiasteczkowe komentarze.
GA TY GOŚCIU JESTEŚ CHORA PSYCHICZNIE. TA CHOROBA NAZYWA SIŚ DOWARTOŚCIOWYWANIE PRZEZ UBLIŻANIE INNYM. IDŹ SIE LECZYĆ.
I jeszcze:
autor: Gość
X:
zapinanie na karabińczyk w mieście? miejscy kieszonkowcy się ucieszą;)generalnie średnio mi się podoba.wieczorowy ornament na codziennej torebce,do tego srebro na brązie...dziwnie to wygląda
Y:
boszzzeee kolejne bezguście które zgrywa tu snobkę!torebka piękna dla ZNAWCZYNI a nie dla wiesniaczki w traperach ;)
Z:
jestes chora psychicznie ze swoimi komentarzami idz sie leczyc.
bez komenatrza :P
12.02.2009 :: 23:11 |
Link |
Komentuj (0)Jutro mam egzamin i powinnam iść spać, żeby się wyspać, albo się uczyć do rana, ale wydaje mi się, że utrwalenie wrażeń dzisiejszego dnia jest ważniejsze niż te dodatkowe pół h na naukę.
Byłam dziś na dość ciekawym szkoleniu na temat biznesu i innych pokrewnych tematów. Byłam w życiu na milionie podobnych, więc pewne slogany, hasła i pomysły są mi dobrze znane. Muszę przyznać, że mając kilka podobnych za sobą, nie zachwyciłam się jak kiedyś. Brakowało mi czegoś. Znam już tą tematykę, sposób prowadzenia. Ale kurcze. Było strasznie cicho. Ludzie nie odpowiadali na pytania, takie proste w stylu tak/nie. Nie było żadnego odzewu ze strony sali, a w sumie prowadzący się o to nawet nie starał. Mówił ciekawie, ale widziałam lepszych.
Jednak porównując tego typu spotkanie z wykładem na uczelni to jest przepaść. Tutaj jednak jest chęć. Sami przychodzimy z własnej woli. Chcemy wiedzy. Nie tylko oceny w indeksie. Z drugiej strony prowadzący ma jakiś pomysł na poprowadzenie wykładu, spore zaplecze pomocy, ciekawych historii, wstawek. brakowało mi w nim pewności siebie z jaką spotkałam się już kiedyś.
W zasadzie sala pomieściłaby ok. 100 osób. Było nas ok 30. I nie to, że małe zainteresowanie, że nikt nie wiedział. Miejsca były wyliczone na podstawie zgłoszeń. 60% osób stwierdziło, że się im nie chce. Statystycznie 10% mogło coś wypaść, więc zostaje nam 50%, które po prostu stwierdziło "Pierdo**".
Znów sobie przypomniałam o pewnych rzeczach, o tym wszystkim o czym czytałam, słuchałam i w czym uczestniczyłam prawie rok temu. Moja świadomość się zmieniła, ale tak naprawde niewiele zrobiłam w dobrym kierunku. Za mało. Czas to zmienić.
Ogólnie dzień podsumowuję na plus, bo zrodziło się kilka pomysłów, trochę się pouczyłam, pozałatwiałam sprawy niecierpiące zwłoki itd. Z jutrzejszym egzaminem nie wiążę dużych nadzieji, przeciwnie co do jutrzejszego dnia w całokształcie.
11.02.2009 :: 23:49 |
Link |
Komentuj (0)No właśnie, w komentarzu do poprzedniej notki Aenigma napisała, że fajnie zrobić coś szalonego, coś innego, wymagającego wysiłku, tak, żeby wrócić z 'podartym ubraniem' (nie wnikam w szczegóły, apropos jej wcześniejszych doświadczeń i podartego ubrania :P). Tak zgadzam się, fajnie jest się wysilić, zmęczyć i zrobić coś niezwykłego, coś osiągnąć własnym wysiłkiem, przesunąć granicę własnych możliwości trochę dalej. Obecnie mam odczucie dokładnie na odwrót. Że brakuje mi motywacji do tego co robię.
Nawet nie mówię o nauce. Ogólnie wszystko dzieje się z dnia na dzień i życie płynie, ale bez żadnego większego sensu. Po prostu jest. A mi to nie wystarcza. Potrzebuję czegoś więcej. Znów mnie naszły dziś przemyślenia na temat tego co jest sensowne, czego chcę i dlaczego mimo tylu rzeczy, które zrobiłam dalej wszystko jest nie tak jak trzeba...
Jeszcze cały czas myślę o wyjeździe. Ale z drugiej strony zdałam sobie sprawę, że byćmoże w tym roku to w ogóle nie będzie miało szansy powodzenia... Zbytnio się ten rok zapowiada obficie w wydarzenia. I to mi się nie do końca podoba, bo wbrew własnej woli jestem wplątywana w coś i wymaga się ode mnie znów udziału, czasu, pracy i wszystkiego. Nie. To mi się zupełnie nie podoba. Bo znów moje życie zostanie potraktowane jako zapasy darmowej siły roboczej, czasu, pomocy i wszystkiego. Jakoś tak z czasem wydaje mi się, że chciałabym pożyć na własny rachunek i odpowiedzialność. Bez zobowiązań, których i tak nigdy nie jestem w stanie spełnić.
Wydaje mi się, że jestem osobą ogólnie życiowo zestresowaną, bo zawsze były za duże wymagania, zawsze miałam być taka wspaniała i nie potrafiłam sobie z tym poradzić. A jeśli nie mogłam zrobić czegoś doskonale i perfekcyjnie to lepiej było to odłożyć i nie robić nic.
Jeszcze usłyszałam ostatnio, że wszystko krytykuję. Tak, krytykuję, bo mi się taki stan świata nie podoba. I chcę to zmienić. Wszystko. Chciałabym chyba być rzucona w dzicz, z nożem, ubraniami które mam na sobie i wolą przeżycia. To by mi się chyba przydało.
10.02.2009 :: 13:25 |
Link |
Komentuj (2)Jako, że powinnam się uczyć dziś i wczoraj, przychodzi mi do głowy setki innych pomysłów. I tak przypomniało mi się, że chciałam jechać na północ w te wakacje. Konkretnie gdzieś do Skandynawii, dokładne miejsce nie sprecyzowane. No i rodzą się problemy. Po pierwsze kwestia pieniędzy, po drugie kwestia towarzystwa, po trzecie kwestia braku wiedzy. O tyle o ile, ostatnie można w miarę szybko za pomocą internetu uzupełnić, to reszta już jest bardziej złożona.
Towarzystwo - kto zdecyduje się ze mną wybrać jakieś 1000 km stąd po to by pozwiedzać, po to by zrobić coś dziwnego, bo ja tak chcę. Nikt nie podziela chyba moich zainteresowań. Poza tym większość ludzi jest na tyle wygodnych, że woli zarobić sobie jakoś te 2000 zł wyjechać z biura podróży zwiedzić najpopoularniejsze miejsca, z zapewnionym przewodnikiem, hotelem i wszystkim. A ja na to pozwolić sobie nie mogę. Poza tym - gdzie tu kreatywność. Ale prawda jest taka, że to wymaga też trochę odwagi.
Właśnie rozmawiam sobie przez gg z kolegą, który w ostatnim rok wyjechał do Norwegii. No i nie było kolorowo, przygód sporo, ale na swoje wyszli z kasą (pracując dorywczo) i pozwiedzali trochę, autostopem pojeździli. Podziwiam.
Drugi przykład to znajomy co do Hiszpanii wyjechał. Z tym, że miał pracę zapewnioną, potem tylko po trochę na ślepo pojechał pozwiedzać kraj. Plus, że zna język w stopniu komunikatywnym. Ale też podziwiam.
Hmm... Mając 161 znajomych na nk, plus ileśtam osób, których w znajomych na nk nie mam 2/161 są na tyle odważne, żeby wyjechać :P Co daje nam 1,2422360248447204968944099378882% osób jest na tyle odważnych :P
Prawda jest taka, że nie mam pojęcia o tym i nie wiem jak się tym zająć. W każdym bądź razie wszystko jest możliwe i wszystko do zrobienia!
09.02.2009 :: 23:41 |
Link |
Komentuj (0)W Internecie nie lubię:
1. Literówek
2. Stron pozycjonerskich, które są zbyt wysoko w wyszukiwarkach i natrafiam na nie szukając czegość
3. Wszechogarniającej tandety
4. Reklam nie dość, że nieskutecznych, agresywnie atakujących, wkurzających i niemożliwych do zamknięcia
5. Stron, które są nieadekwatne do opisu
6. Szumu informacyjnego zasypującego nas krzyczącym spamem i głęboko ukrytą treścią lepszej jakości
7. Pozycjonowania, które dobre treści spycha gdzieś na 3. stronę wyników googla
8. Stron, które nie działają, mają połowe stron w budowie, rozsypują się w nowszej niż z 2000 roku przeglądarce
9. Dopisz coś sam.
I wiele innych ale to tak na bulwers.
O! I jeszcze ładny obrazek, żeby się lepiej oglądało.
Edit:
10. Szablonów na blogi.
11. Blogów.
09.02.2009 :: 17:34 |
Link |
Komentuj (0)Ja nie powinnam używać słów w stylu "zajebiście", "fajnie", "super" itd., bo zaraz potem coś musi się złego wydarzyć. Czasem bywa przykro, ale życie cóż - składa się z takich smutnych i złych wydarzeń czasami.
Ogólnie to brakuje mi ostatnio czasu, bo cały czas jestem w coś zaangażowywana, albo coś mam do zrobienia i z większą lub mniejszą chęcią to robię. Bardzo mi się to podoba. Zresztą zdana analiza (brr) podniosła moje samopoczucie ogólne o kilka stopni. Sukcesy jednak motywują do czegoś, bo praca i wysiłek nie idą na marne. Trochę już dziś zmęczona jestem, ale i tak w sumie jestem w dobrym stanie, bo dobry stan psychiczny mnie w tym trzyma.
I denerwuje mnie nieco to, jak bardzo psychika ma wpływ na nasze życie. Czuję się dobrze to mogę zrobić tyle rzeczy, a gdy czuję się źle to nic mi się nie chce i z niczym nie wyrabiam.
02.02.2009 :: 23:04 |
Link |
Komentuj (0)Wiem, że narzekam. Wiem, że mam zajebiście w życiu. Że 90% ludzi na świecie nie ma tego co ja. I powinnam się tym cieszyć. Cieszę się. Ale ostatnio wydaje mi się, że czegoś w tym wszystkim brakuje. Mimo wszystko...
Mija czas, wiem ile się zmieniło, ile się wydarzyło przez ostatnie 2 lata. Wiem, że nauczyłam się za siebie decydować, być za siebie w pełni odpowiedzialna. Liczyć tylko na siebie. Wiem, że czasem to boli, ale nie wróciłabym do tego co było.
Ale wszystko wydaje mi się takie puste. Cieszy mnie dużo rzeczy. Mnóstwo pozytywnych rzeczy spotyka mnie codziennie. Ale... Czegoś w tym wszystkim brakuje.
Np. nie umiem się cieszyć z prezentów. Nawet nie umiem chyba udawać tego. Fajnie coś dostać, cieszę się, że ktoś o mnie myśli i się dla mnie wysila. Ale kurde - no nie lubię się uśmiechać na zawołanie. Nie lubię się uśmiechać gdy nie jest mi do śmiechu. Chociaż... COś jest w tym uśmiechaniu się. Ludzie lubią gdy się do nich uśmiecha. Uważają, że to co mówią i to, że są, tak dobrze na mnie działa, że jestem szczęśliwa, że z nimi jestem. I chyba już się nie uśmiecham dla samej zasady.
Ostatnio np. zdarzyło mi się śmiać dla towarzystwa. To jest zaraźliwe, ale chyba w tym nic złęgo nie ma. W każdym bądź razie krótka refleksja na temat tego, że nie wiem w sumie dlaczego się śmieję, od razu urwała mój atak śmiechu.
Lubię być szczera. Ostatnio nawet mi to ktoś potwierdził, że jestem szczera do bólu. Nawet nie wiem, kiedy to odczuł, ale skoro to dla mnie naturalne to pewnie jakoś tak automatycznie wyszło.
Nie lubię w zimie tego, że czuję jakby była tylko międzyczasem w życiu. Jakby to nie było to właściwe życie. Ale co to ma być do cholery? Życie zawsze powinno się czuć w pełni. A teraz jest tak nijako. Dni są podobne. Mijają tak szybko i właściwie w kółko na tym samym. Wiem, że nauka jest ważna. Wiem, że jest teraz dużo pracy, ale to jest życie? Chyba nie tego oczekiwałam wybierając tą drogę.
This path I've chosens, a rocky one,
Long, hard and frozen it has become
I have come a long way where I started from
but I'm still not even close to where I'm going
Sentenced jakby ktoś nie znał ^^
Edit: A tak w ogóle to napisałam 2 razy lepszą notkę wczoraj 'na brudno', ale przecież ten blog nie jest, żeby pisać ładnie tylko, żeby z siebie wyrzucić co mi akurat bije do głowy. Nieszczęśćie to kwestia nadmiaru czasu.
31.01.2009 :: 00:38 |
Link |
Komentuj (2)Odzyskałam radość i uśmiech. Nie wiem skąd. A w zasadzie wiem. Po prostu. Wszystko jest jak ma być. Plan jest na wszystko. Chociaż będzie zajebiście ciężko. Tak, zachciało mi się chcieć!
I wszystko jest nagle piękne i muzyka znów płynie sobie z głośników, a nie uderza mnie w łeb zbyt ciężkimi nutami. Zresztą przestawienie się z metalu na rockowo progresywne brzmienia ze wstawkami elektronicznymi świadczą o tym, że wreszcie moje niesamowite wkurwienie mnie opuściło. A miałam ochotę zabijać.
Podzielę się jeszcze jednym odkryciem. Najgorsza na świecie herbata to irish cream. Smak fajny, zapach też... Tylko... Wypełnia cały pokój zapachem zbliżonym do toffi, słodkim. Aaaaaaa! Też chcę toffi.
30.01.2009 :: 20:27 |
Link |
Komentuj (1)Z wczoraj:
Jest sobie czwartek. Nie chce mi się już neta podpinać więc zapiszę sobie to i później wrzucę. Normalni ludzie się teraz uczą. Tzn. normalni będący w mojej sytuacji. A ja nie. A dlaczego? Bo znajduję milion wymówek, żeby tego nie robić. Wszystko się we mnie buntuje przed nauką.
Nawet siedziałam dziś trochę i się 'uczyłam'. Kilka razy próbowałam. Raz poszłam spać. 3 razy poszłam po herbatę, jak już była gotowa to się zwiesiłam i odwieszałam dopiero jak wypiłam.
Co najlepsze jestem o tyle zajebista, że żeby porzucić wyrzuty sumienia znajduję sobie usprawiedliwienia. Ha! W tym jestem naprawdę niezła. Akurat to sięgało daleko w przeszłość i odnosiło się do tego jaka to jestem pokrzywdzona. Zawsze skutecznie to na mnie działa i samą mnie przekonuje.
Dopisek z dziś:
Jedyne na co mam ochotę to iść na jakąś sporą impreze. A już dawno nie miałam chęci. Poszaleć i się wytańczyć z kimś z kim się wyjątkowo dobrze bawię (jest kilka takich osób), ale też są same przeciwności... Mam za dużo do zrobienia, a nie mogę się i tak zabrać za nic.